28 maj 2013

Rozdział 2

To moje życie.


Ten telefon leżał na stole i gapił się na mnie. Dawał mi każdy rodzaj złego uroku, jaki tylko mogłam sobie wyobrazić. Szydził ze mnie. Przypominał mi, że jestem całkowitym powodem do wstydu dla ludzkiej rasy.
Jak mogłam być tak niezdarna? Tak głupia? Myślałam, że słyszałam ciche dreptanie mojego kota, Newton’a, łapki uderzały w drewnianą podłogę mojego mieszkania i skoczył na moje kolana. Jego pomarańczowe futro natychmiast złagodziło moje nerwy, gdy przesunęłam po nim swoimi kościstymi palcami.
Migające światło pochodzące z telewizora mieniło się po pokoju wokół mnie, by przyciągnąć moją uwagę. Skupiłam wzrok na prezenterce wiadomości, która zaczynała mówić, ale głośność była zbyt niska, bym mogła zrozumieć, co mówiła ta dobrze ubrana kobieta. Kamera ukazała tłum krzyczących dziewczyn.
Czekaj. To wszystko wyglądało zbyt znajomo. Moje oczy rozszerzyły się, gdy zorientowałam się, że to był ten sam tłum, co wcześniej. Zgoniłam pulchne ciało Newton’a i bardzo szybko pobiegłam na kanapę, na której natychmiast usiadłam i podkręciłam głośność wystarczająco, bym mogła usłyszeć. Złączyłam brwi, gdy słuchałam uważnie.
-Dziewczyny były dzisiaj widziane i definitywnie także słyszane, w całej dolnej części Oxford’u, gdzie popularny zespół One Direction pojawił się w programie radiowym.- Powiedziała prezenterka, gdy wycięto fragment, w którym pięciu chłopców przewinęło się przed moimi oczami z błyskawiczną prędkością. Lecz kiedy pewien mający kręcone włosy człowiek pokazał się na chwilę na ekranie, wstrzymałam oddech i przycisnęłam Newton’a, powodując, że syknął i zeskoczył ze mnie.
Właśnie wtedy, gdy to mnie uderzyło.
Ten chłopak nie był jakimś przypadkowym douche bag*, który starał się dostać do środka wrzeszczącego tłumu dziewczyn. Ten chłopak nie był jakimś przypadkowym seksownym douche bag, który mnie przewrócił. Tym chłopakiem był Harry Styles. A ci chłopcy, którzy także wrzeszczeli, byli One Direction.
Moja dłoń zderzyła się z moim czołem z głośnym klapsem, podczas gdy moje usta się rozchyliły. Nie mogłam oderwać oczu od ekranu. Nie mogłam mrugać. Nie mogłam słuchać.  Nie mogłam zrozumieć, co się stało.
‘Jak mogłam być tak nieświadoma?’ Wyszeptałam do siebie. ‘Jak mogłam nie rozpoznać tej twarzy?’ Przełknęłam ślinę, mimo że moja buzia wydawała się być tak bardzo wyschnięta. Sięgnęłam po szklankę wody, która stała na moim stoliku do kawy i wypiłam duszkiem jej resztę, starając się zająć czymś swój umysł, by odciągnąć uwagę od tego kawałka technologii, który nie dawał mi spokoju, leżąc na stoliku po mojej prawej stronie.
Chwyciłam za telefon, gapiąc się na niego przez minutę, zanim złączyłam razem brwi w ataku rosnącej determinacji i kciukiem lekko wcisnęłam główny przycisk. Wyskoczył ten sam pijany chłopak, z tym samym pijanym środkowym palcem i przesunęłam po przycisku odblokowującym. Byłam zaskoczona, że nie było hasła zabezpieczającego.
Wiem, że jeśli byłabym gwiazdą muzyki pop, chciałabym założyć blokadę. Nie chcemy przecież, by twój telefon wpadł w niepowołane ręce…
Tuziny aplikacji przelatywały z każdej strony iPhon’a. Mrugnęłam kilka razy, walcząc z pragnieniem przeszukania tego urządzenia. Zapisać numery, przeczytać smsy, założyć bloga z plotką, że znalazłam telefon Harry’ego Styles’a, mój uścisk się zacieśnił, gdy pokonałam moją odległość do komórki i wprowadziłam swój własny numer. Mając nadzieję, że chciałby mieć to w nim.
Może on robił to samo. Wpatrywał się w to. Zastanawiał się, czy powinien zadzwonić czy poczekać. Przygryzłam wargę z niepokojem, gdy usłyszałam pierwszy sygnał. Mój brzuch w sekundę się wzburzył i wstrzymałam oddech, w momencie, gdy usłyszałam czyjąś odpowiedź po drugiej stronie linii.
-Czekałem, aż zadzwonisz, Scarlett.- Niski, zaakcentowany głos wypełnił moje uszy. Otworzyłam usta, by się odezwać, ale byłam zbyt przerażona. Wypowiedział moje imię, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek powiedziała mu, jak się nazywam, przez ten krótki okres czasu, w którym się spotkaliśmy.
-J-jakim cudem znasz moje imię? - Wyjąkałam do telefonu, czując, że z każdą mijającą sekundą moje dłonie robią się coraz bardziej śliskie od potu. Usłyszałam delikatny chichot, po którym nastąpiła seria śmiechów. Zdecydowanie byłam na głośniku.
-Jest wiele rzeczy, których możesz się dowiedzieć o kimś, jedynie przez jego telefon.- Powiedział pomiędzy śmiechami. - Poza tym, jestem pewien, że znasz moje imię.- Wywróciłam moimi piwnymi oczami i przeklęłam się w duchu, że nie założyłam tego bloga o szkieletach w jego szafie.
-Słuchaj, ja po prostu chciałabym odzyskać swój telefon.- Powiedziałam, zmieniając ton. Nie byłam zainteresowana graniem w gry. Chciałam tylko swojego iPhone’a. Czułam się bez niego naga.
-Auć, ktoś tu jest trochę wkurzony.- Zażartował ponownie, a towarzyszyła mu kolejna salwa śmiechów. Moja szczęka się zacisnęła, ale zanim mogłam mu odwarknąć, przemówił ponownie. -Spójrz, Scarlett kochanie, mamy następny wywiad w radio około godziny piątej. Zatrzymaj się przy studio, a potem wymienimy się telefonami.- Moja szczęka się rozluźniła i przytaknęłam, zanim mu odpowiedziałam.
-W porządku, do którego studio powinnam się udać?- Spytałam szybko.
-Heart Radio. Punkt piąta. Nie spóźnij się, kochana.- Zignorowałam jego komentarz. -I tak na marginesie, masz tu kilka uroczych zdjęć w skąpym bikini. Wszyscy zgodziliśmy się, że dobrze ci pasuje.- Zaśmiał się i zakończył połączenie zanim miałam możliwość zbesztać go za to, co powiedział.
Naburmuszyłam się i rzuciłam telefon na stertę poduszek obok mnie. Przez jedną sekundę nie przejmowałam się, że jest on Harry’ego Styles’a i że był w moim posiadaniu. Nie zamierzałam zniżyć się do jego niskiego poziomu i wtykać nos w jego osobiste życie. Nie byłam taka. Nie byłam takim typem dziewczyny.
Ale on węszył w moim życiu, więc dlaczego nie mogłam też w jego? Pomyślałam szybko, zanim energicznie potrząsnęłam głową, mając nadzieję, że te myśli spłyną ze mnie, jak woda po kudłatym psie.
Zgarnęłam wielki stos kartek z zadaniami domowymi, który leżał na moim stoliku przez jakiś czas i analizy matematyczne przejęły mój umysł od technologicznych kłopotów.
Obecnie studiowałam matematykę na Uniwersytecie Oxfordzkim. Żyłam w mieście poza Los Angeles, California przez całe moje życie, aż do dnia, w który mój tata zdecydował się zdradzić moją mamę z blond suką, która próbowała dostać się na scenę aktorską. I jak oczekiwano, moi rodzicie wzięli rozwód i musiałam przenieść się z LA do Nowego Jorku z moim tatą i jego, pożal się Boże, okropną dziewczyną.
Moje życie zostało przewrócone do góry nogami i zamiast dołączyć do grupy przyjaciół w mojej nowej szkole, spędzałam noce na uczeniu się i wykonywaniu dodatkowych projektów. I kiedy zbliżał się mój ostatni rok i kiedy jedna z najlepszych szkół wysłała mi gruby czek, bym dołączyła do ich programu matematycznego, mój ojciec nawet nie pozwolił mi się sprzeciwić tej szkole.
Nawet jeśli matma nie była moją pierwszą, prawdziwą ambicją.
Zaczynałam tańczyć, kiedy miałam tylko trzy lata, ponieważ to było coś, co moja matka chciała, bym robiła. Przez jakiś czas nienawidziłam tego, nie cierpiałam tego i nie chciałam mieć z tym nic wspólnego. Ale gdy stałam się starsza i wzięłam więcej trudniejszych lekcji, zakochałam się. W balecie.
Było to czasochłonne i czasami powodowało u mnie ból, ale było warto. Było warte poczucia gorączki wspaniałego występu, słyszenia, jak publiczność podskakuje na swoich stopach i wiwatuje dla ciebie, po prostu poczucie, że jesteś piękna i pełna gracji chociaż raz w życiu.
To jest to, co chcę robić ze swoim życiem. To jest to, co mogę robić ze swoim życiem. Ale zamiast tego, siedzę w dwupokojowym mieszkaniu, ucząc się tego, co większość ludzi uważa za najgorszy przedmiot ze wszystkich, w innym kraju, cholera, w całkiem innej strefie czasowej. Z telefonem gwiazdy popu leżącej obok mnie.
Podniosłam głowę, szukając zegarka, które wisiał na ścianie nad telewizorem. Odsunęłam od siebie książki i spojrzałam na czas. Wpół do piątej. Powinnam wyjść pół godziny temu, jeśli chciałam zdążyć na czas.
Poderwałam się na nogi, wrzucając na siebie szary sweter i moją kurtkę na wierzch. Moje włosy były w nieporządku, więc zaplotłam je w luźny warkocz i nasunęłam na głowę mój żółty beanie**. Chwyciłam moją torebkę i telefon Harry’ego i szybko wyszłam na zewnątrz.
Lecz kiedy zbiegałam na dół po schodach mojego mieszkania, coś mi zaświtało. Dlaczego musiałam prosić go o zrobienie tego wywiadu na czas? Dlaczego moje życie nagle obracało się wokół niego? Zatrzymałam się na środku schodów, by wolno nałożyć na usta balsam. Rozplotłam mój niestaranny warkocz i palcami rozczesałam moje włosy. Przesunęłam beanie na tył głowy, dopóki włosy idealnie nie opadały.
Tym razem przechadzałam się po schodach na dół. Każdym razem, na czubkach moich butów robiłam dużego susa na nowy stopień. Kiedy w końcu znalazłam się na ulicy, spojrzałam w prawo. Był to kierunek, w którym miałam iść, jeśli chciałam być na czas. Ale, ja wiedziałam, że dłuższa droga wiedzie przez centrum miasta.
Widzimy się wkrótce, Styles.



* douche bag – określenie na arogancką, wredną osobę

**beanie – rodzaj czapki, w takim stylu: klik

_____________________________________

no więc tak, rozdział dodany nieco wcześniej niż powinien, ale jesteśmy tak podekscytowane, że nie mogłyśmy się powstrzymać :))
rozdział tłumaczony przeze mnie- @another_camille 
xo

10 komentarzy:

  1. Hhhahaha, wspaniałe :D .

    OdpowiedzUsuń
  2. a to mała wredotka :D no, no, no zaczyna się robić ciekawie :D
    @undermirrors

    OdpowiedzUsuń
  3. *-* świetny i dodaje tego bloga do zakładek!

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne, dopiero zaczęłam czytać, *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne tłumaczenie :)
    mogłabym być informowana o nowych? @1Derful_98

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne *-*
    Mogłabym być powiadamiana? x

    @Klaudiaaxoxox

    OdpowiedzUsuń
  7. ten rozdział był cudowny ;)
    dobre tłumaczenie jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń